PO CO ŻYJĘ
Zanim przyjęłam Chrystusa, moje ścieżki były mocno poplątane, nerwy zszarpane, a ciało zmęczone ciągłymi problemami życiowymi. Ale od początku...

Urodziłam się w praktykującej rodzinie katolickiej. Ochrzczono mnie, przyjęłam Eucharystię i Bierzmowanie. Udzielałam się w kościele, chodziłam na pielgrzymki. W wieku lat 20 wyszłam za mąż i rozpoczęłam pracę w Warszawie.

Byłam przykładną żoną, chodziliśmy co niedziela do kościoła i pracowałam. Po czterech latach małżeństwa odeszłam od męża, gdyż nie pochwalał moich pragnień skończenia studiów, poznawania świata i rozwijania się. Wszystko to było dla niego stratą czasu i pieniędzy. Miłość wygasła...

Zamykając za sobą drzwi małżeństwa uznałam, że w tych okolicznościach nie będę w stanie żyć w zgodzie z Bogiem. Ale że może kiedyś do Niego wrócę...

Zamieszkałam w brzydkim wynajętym mieszkanku, rozpoczęłam płatne studia. Dostałam rozwód i otrzymałam unieważnienie małżeństwa katolickiego. Po jakimś czasie pojawili się w moim życiu mężczyźni. Ale co jeden, to sytuacja była coraz bardziej skomplikowana i ciągle to nie było to.

Po skończeniu studiów i uzyskaniu tytułu MBA założyłam wraz ze wspólnikiem firmę. Byłam prezesem zarządu, a w firmie pracowało ponad 40 osób. Praca dawała mi dużo satysfakcji, zaciągnęłam kredyt i kupiłam mieszkanie. A w życiu osobistym było nadal kiepsko...

Poznałam kogoś, z kim naprawdę chciałam założyć rodzinę. I wyglądało, że oboje tego chcemy. Jednakże okoliczności nie były sprzyjające. W międzyczasie zainteresowałam się bardzo astrologią, gdyż sądziłam, że może ona da mi odpowiedź na moje problemy.

Po jakimś czasie, gdy sytuacja mnie przerosła i pogubiłam się już w świecie etyki, wykończona wyjechałam w góry. I tam spotkałam kobietę, która na górskim szlaku wręczyła mi Nowy Testament. Tu przypomniałam sobie, że miesiąc wcześniej podczas Komunii mojej bratanicy zawarłam „pakt” z Panem Bogiem, że wróciłabym do Niego, ale najpierw muszę przeczytać Pismo Święte (bo ze mnie jest taki analityk i muszę sobie wszystko przemyśleć) i znaleźć jakiś kościół protestancki, aby zobaczyć, jak tam jest.

Zaczęłam sporadycznie czytać Pismo Święte, a kościoła szukałam dość biernie. W momencie najbardziej dla mnie trudnym, kiedy miałam podjąć decyzję o zerwaniu znajomości, usłyszałam o nabożeństwach na Lachmana 5. Wraz z koleżanką poszłam tam. To był 14 października 2001 roku.

A tam, słuchając kazania na temat przekonań z Księgi Daniela, w pewnym momencie poczułam błogość i stwierdziłam: „Jakie to wszystko proste! Ja wiem co mam zrobić!” Znalazłam jedyną Drogę, Prawdę i Życie. Potem zmiany potoczyły się lawinowo.

W odpowiedzi na werset z Objawienia: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”, przyjęłam Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Poczułam się jak nowonarodzona. Poczułam ogromną radość i spokój, które pozwoliły mi przejść przez ciężkie momenty podjęcia i przekazania decyzji. Porzuciłam astrologię i inne formy psychologicznego rozwiązywania problemów. Zaczęłam czytać Pismo Święte i stwierdziłam, że jest to najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam!

Zrozumiałam w końcu istotę życia, warunki pełnego szczęścia i pełnego człowieczeństwa, znajdując werset w Ewangelii Mateusza: „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”.

Radość i spokój są ze mną właściwie zawsze. Pozwoliły mi również przejść przez ciężki czas pożegnania się z firmą, którą założyłam i która była dla mnie naprawdę ważna. A zdecydowałam się odejść ze względów etycznych. Nie potrafiłam pracować w miejscu, gdzie można dopuszczać się oszustwa i nie szanuje się człowieka, tylko dlatego, że jest ciężki czas na rynku i „taki jest świat”.

Radość i spokój były ze mną, gdy nie miałam pracy. Nie boję się, że nie będę miała za co żyć lub spłacać kredyt. Nie boję się, że nie ułożę sobie życia. Bo wierzę, że Bóg ma dla mojego życia plan, który jest najlepszym z najlepszych. I że wyprostuje moje poplątane ścieżki. A jeżeli Bóg ze mną, to kto przeciwko mnie?
Positive Power
(c) by Droga Warszawa