PO CO ŻYJĘ

Pisząc najkrócej jak się da muszę zacząć od mojego młodszego brata Roberta. Wiosną 1993 roku zaczął się zachowywać inaczej niż zwykle. Mieszkaliśmy wtedy razem, więc nie mogłem nie zauważyć, że myje się częściej niż wcześniej  i wychodzi wieczorami z domu. Myślałem, że po prostu zakochał się. W zasadzie nie pomyliłem się, ale okazało się, że obiektem jego uczuć jest Jezus Chrystus. Robert po prostu spotkał na swojej drodze (dosłownie – było to na ulicy) wierzących ludzi – protestantów i pierwszy raz w swoim życiu w modlitwie powiedział Bogu, że wierzy w Jezusa, kocha Go i chce za nim iść. Jezus nazwał taki moment w życiu człowieka nowym narodzeniem (patrz ewangelia Jana 3 rozdz.).

Po tym wydarzeniu Robert zaczął opowiadać mi o Jezusie i modlić się o mnie. Kilka miesięcy później zamieszkaliśmy w różnych akademikach – ja w Bazyliszku na Ursynowie. Co ciekawe we wszystkich pokojach wokół naszego (mieszkałem z dziewczyną) mieszkali ludzie wierzący i praktykujący swoją wiarę. Na dodatek też protestanci. I powiedzcie, że Bóg nie ma poczucia humoru . W ciągu dwóch dni zdecydowałem, że na koniec miesiąca wyprowadzimy się (uznałem, że – przepraszam – z idiotami nie będę mieszkał). Moi sąsiedzi tak mnie jednak intrygowali, że zacząłem czytać Pismo Święte. Większości przeczytanych rzeczy nie rozumiałem lub nie akceptowałem. Jednak Bóg miał łaskę dla mnie. 25 sierpnia (jesteśmy cały czas w 1993 roku) podczas rozmowy z jednym z „szalonych” sąsiadów poczułem w swoim sercu ogromne pragnienie pojednania się z Bogiem. I zrobiłem to!!! Pomimo sprzeciwów mojego umysłu wyznałem Bogu swoje grzechy i powiedziałem Jezusowi, że wierzę w jego śmierć i zmartwychwstanie. Ogłosiłem, że od tego dnia Jezus będzie Panem mojego życia. Następnego dnia znów wziąłem do ręki Pismo Święte i byłe zszokowany zmianą. Nie tylko rozumiałem to, co czytam, ale też zgadzałem się z tym. To było niesamowite. W moim życiu pojawiło się też baaaardzo dużo radości.
I tak jest do dzisiaj

Positive Power
(c) by Droga Warszawa